-Violu, kochanie, to ty?- odezwał się znajomy głos.
-Tak to ja, a kto mówi?-zapytałam.
-To ja twoja Olgunia. Wracaj do domu. Twój tato jest chory. Potrzebuje cię.- oznajmiła Olga.
-Co? Jak to chory? Co mu jest?-w mojej głowie był mętlik.
-Spokojnie... Leży w szpitalu. Lekarze nie postawili jeszcze diagnozy.- odparła kobieta.
-Rozumiem. Wrócę za 4 dni. Pozdrów tatę.-to były moje ostatnie słowa. Martwiłam się o tatę. Co jeśli naprawdę to poważna choroba? Nagle weszła Angie.
- Co jest? Jesteś jakaś smutna, nie cieszysz się z wyjazdu?-zapytała gdy tylko mnie zobaczyła.
-Tato leży w szpitalu, więc jak mam się cieszyć...-odparłam smutno.
-Co takiego? Co mu jest?-dopytywała ciocia. Zaśmiałam się. Jakbym widziała siebie przed chwilą.
-Co ci tak do śmiechu? To poważna sprawa.-odrzekła.
-Nic takiego... Co do taty to lekarze nic na razie nie wiedzą.-oznajmiłam.
-Hmm... Rozumiem. Zamierzasz pewnie wrócić.-zapytała.
-Owszem, w czwartek. Jeszcze dziś muszę się spotkać z Alexem.-powiedziałam. Angie wyszła.
Zbliżał się wieczór. Ubrałam się moją błękitną sukienkę i buty na koturnie.Spotkałam się z Alexandrem koło skwerku. Razem poszliśmy na romantyczną kolację. Było cudownie. Po kolacji poszliśmy zobaczyć oświetloną wieżę Eiffla. W pewnym momencie nasze usta zbliżyły się do siebie i złożyły się w pocałunku.
Czułam się wspaniale. Gdy nasze usta rozłączyły się ruszyliśmy w stronę skwerku. Przechodziliśmy przez ulicę gdy nagle zostaliśmy oślepieni przez reflektory. Poczułam nagle uderzenie i jednocześnie przeszywający ból. Świat zaczął wirować... Widziałam wszystko jak przez mgłę... I zemdlałam... Nic już nie pamiętałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz