Leon już wyszedł, mam za to nowego gościa. To Angie. Dzisiaj odwiedziła mnie po raz piąty. Tym razem jej twarz była smutniejsza niż zwykle. Coś było nie tak. Coś co nie dawało jej spokoju.
-Violu, muszę ci coś powiedzieć.-zaczęła
-O co chodzi?-zapytałam.
-Otóż...- zaczynała lecz ciężko jej było skończyć tą wypowiedź-jesteś poważnie chora.
-Co mi jest? To coś związane z wypadkiem?-przemawiał przeze mnie strach, bałam się.
-Nie, to rak. Lekarze mówią żebyś się nie bała. Istnieje na to wiele leczeń.-odparła Angie.
-Co?-zapytałam z niedowierzaniem- Przecież to niemożliwe.
-A jednak tak.-oznajmiła ciocia.
-Cóż... A co z tatą?-przypomniałam sobie.
-Wszystko dobrze. Został wezwany na badania. U niego też wykryli tą chorobę.-odpowiedziała.
Bałam się. A raczej spanikowałam. Wiem, że nie jest to groźne, moje rozmyślania przerwała mi Francesca.
-No cześć Vilu. Jak się czujesz? Wszystko w porządku?-dopytywała.
-Hej, jak dobrze cię widzieć. Nie musisz się martwić, prawie nic mi nie jest.-odparłam spokojnie.
-Jak to prawie?-zapytała z przestraszenia.
-Rak.-odpowiedziałam cicho.
-Co? -zapytała.
-To co słyszałaś. Jak tam w studio? Coś nowego?-zmieniłam temat.
-Nie uwierzysz ile się działo...- zaczęła dziewczyna-Po twoim wyjeździe Pablo ogłosił, że razem z U-Mixem ustalili datę naszej trasy koncertowej po Europie. Spokojnie, za pół roku dopiero wyjeżdżamy. Zaś przed tym jeszcze ogłosili przedstawienie, role przydzielą po jutrze. Ludmi dostała kwiaty od tajemniczego wielbiciela. Cami nie mogła przyjść, bo nie dość, że ma zaległości na zajęciach z Beto to jeszcze Seba wrócił z trasy. Szkoda, że nie widziałaś miny Brodwaya....
Śmiałyśmy się przez dobrą godzinę, naszą zabawę przerwał lekarz.
-Panna Violetta Castillo.-zaczął doktor.
-To ja zmykam zobaczymy się później.-powiedziała Fran.
-Słucham proszę pana.-oznajmiłam.
-Violetto jutro wracasz do domu.-odparł lekarz-Analiza i badania okazały się błędne, tak samo jak i u twojego ojca.
- Czyli nic, a nic mi nie jest?-zapytałam z zaskoczeniem
-Owszem jesteś zdrów jak ryba. Miałaś szczęście, że wyszłaś cało z tego wypadku.
-Dziękuję doktorze. Jak się cieszę.-krzyknęłam.
********
Tak oto 10 rozdział. Przewidywany koniec tej historii to 20 rozdział.
Podobał wam się ten rozdział?
Podobają się moje opowiadania? Myślę że jesteście pozytywnie nastawieni.
I przepraszam za to że rozdziały są opóźnione, lecz jak wiecie... szkoła. To w dodatku mój ostatni rok w podstawówce.
A więc... Zaglądajcie, czytajcie i komentujcie. ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz